ARCHIWUM SPEKTAKLI

Sachem. Wódz Czarnych Węży.

wg Henryka Sienkiewicza

Premiera: 28.02.2015


Reżyseria:  Martyna Majewska

Adaptacja: Martyna Majewska

Scenografia i kostiumy: Anna Haudek

Muzyka:  Dawid Majewski

Obsada:
Anna Jezierska, Bożena Oleszkiewicz, Aleksandra Paprocka-Paszczyk, Dominika Skoczylas (gościnnie), Natalia Wieciech, Jakub Grzybek, Paweł Kuźma, Seweryn Mrożkiewicz, Paweł Pawlik

Publiczność:  od 13. roku życia

Czas trwania:  65 minut


OPIS SPEKTAKLU

Zapraszamy widzów od 13. roku życia na spektakl „Sachem. Wódz Czarnych Węży” w reż. Martyny Majewskiej. To współczesna adaptacja noweli Henryka Sienkiewicza. Opowiada historię brutalnej napaści Niemców na indiańską wioskę Chiaviatta, z której ratuje się jedynie mały chłopiec. Po latach powraca jako ostatni z plemienia legendarnych Czarnych Węży, by dokonać zemsty na swoich oprawcach.

Twórcy spektaklu chcą nakłonić młodych widzów do dyskusji o wielokulturowości, tożsamości kulturowej i etnicznej, trudnościach w komunikacji międzykulturowej. Pragną zastanowić się nad problemem samotności człowieka wobec globalnych przemian oraz degradacji kolejnych systemów wartości. Korzystają z zapomnianej już dziś siły przekazu słownego – przypowieści, legendy, pieśni. Muzycznie łączą etniczne motywy indiańskie ze współczesnymi nurtami nu-disco i deep house.

Przedstawienie utrzymane jest w stylistyce indiańskiego Dzikiego Zachodu oraz cyrkowej, co czyni je z pewnością intrygującym scenograficznie. Skomplikowane zależności psychologiczne zostaną wyrażone przy pomocy obrazów plastycznych i muzyki. Zostanie wykorzystanych wiele środków z klasycznego sztafażu teatru lalek, m.in. maski i marionetki, połączonego z projekcjami multimedialnymi i bardzo syntetyczną scenografią.

Produkcja spektaklu została dofinansowana w ramach Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” realizowanego z okazji obchodów 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Konkurs organizuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.

Konkurs na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” organizowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego jest jednym z najważniejszych wydarzeń realizowanych dla uczczenia przypadającego w 2015 roku jubileuszu 250-lecia teatru publicznego w Polsce.

Celem Konkursu jest wzmocnienie obecności polskich tekstów klasycznych w repertuarach współczesnych teatrów, nagradzanie najciekawszych interpretacji dawnej literatury, a także wspieranie poszukiwań zapomnianych dzieł przeszłości, zasługujących na istotne miejsce w zbiorowej pamięci.

W Konkursie biorą udział zarówno projekty przedstawień, jak i gotowe realizacje polskich tekstów powstałych przed końcem roku 1969, tj. rokiem śmierci Witolda Gombrowicza. Najciekawsze projekty wybrane w pierwszym etapie Konkursu otrzymały dofinansowanie na realizację ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wyboru dokonała Komisja Artystyczna składająca się z wybitnych znawców teatru i dramatu. W etapie drugim Jury ocenia gotowe przedstawienia, zarówno te powstałe na podstawie projektów rekomendowanych przez Komisję Artystyczną, jak i inne, mające premierę między 26 września 2013 roku a 31 sierpnia 2015 roku.

Więcej informacji na stronie: www.klasykazywa.pl

 

 

GALERIA

Recenzje

WERDYKT JURY

W dniu 15 kwietnia 2015 roku Jury Konkursu na najlepszą recenzję spektaklu „Sachem. Wódz Czarnych Węży” w reż. M. Majewskiej, organizowanego przez Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu, w składzie:

Małgorzata Ciesielska-Mrożkiewicz – antropolog kultury,

Irena Gardzielewska – pedagog,

Marlena Jasińska-Denst – teatrolog,

postanowiło przyznać następujące nagrody:

 

I miejsce: Radosław Stępiński „Sachem. Prawdziwa historia” (Gimnazjum Publiczne im. gen. Stanisława Maczka w Lądku-Zdroju, kl. III)

II miejsce: Barbara Miziołek „Bizon wypchany złotem, czyli Sachem po wałbrzysku” (Publiczne Gimnazjum Dwujęzyczne nr 12 w Wałbrzychu, kl. II)

III miejsce: Julia Świerczyńska „Indianie na dyskotece” (Publiczne Gimnazjum Dwujęzyczne nr 12 w Wałbrzychu, kl. III)

Wyróżnienia: Wiktoria Janicka (Szkoła Podstawowa Zespołu Szkół Fundacji „SGM-K” w Wałbrzychu, kl. VI) oraz Anna Zborowska (Gimnazjum Menadżerskie Zespołu Szkół Fundacji „SGM-K” w Wałbrzychu, kl. III)

 

Wszystkim laureatom serdecznie gratulujemy!

 

 

 ——————————

 

I miejsce: Radosław Stępiński (Gimnazjum Publiczne im. gen. Stanisława Maczka w Lądku-Zdroju, kl. III)

 

„Sachem. Prawdziwa historia”

 

Rasizm, międzykulturowość, walka o władzę i pieniądze. Temat-rzeka. A jednak udało się go w przystępny i ciekawy sposób przedstawić w spektaklu „Sachem. Wódz Czarnych Węży”, przygotowanym przez Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu.

 

Spektakl ten wyreżyserowany został przez Martynę Majewską, scenografię i kostiumy wykonała Anna Haudek, a muzykę skomponował Dawid Majewski. Aktorzy występujący w spektaklu to: Anna Jezierska, Sylwia Nowak, Bożena Oleszkiewicz, Urszula Raczkowska, Natalia Wieciech, Jakub Grzybek, Zbigniew Koźmiński, Seweryn Mrożkiewicz i Paweł Pawlik.

 

Już na samym początku uderza nas coś kompletnie innego niż w noweli Sienkiewicza, a mianowicie ceremonia rozdania Oskarów, na której zamiast laureata pojawia się pewna Indianka, aby nagrodę odebrać w jego imieniu. W swoim przemówieniu zwraca uwagę na to, jak traktowano i traktuje się nadal czerwonoskórych. Chwilę potem mamy reakcję typowych dziennikarzy szukających sensacji, którzy zamiast pociągnąć temat czerwonoskórych, zadają lakoniczne pytania w rodzaju „Czy jest pani prawdziwą Indianką?” czy też „Czy ten strój jest autentyczny?”. Już w tej scenie widzimy fakt, że współcześni ludzie niespecjalnie interesują się problemami innych i zamiast zajmować się ważnymi, znaczącymi coś problemami, wolą zwrócić uwagę na niezbyt interesujące detale.

 

Następnie trafiamy do słynnej Chiavatty, w której toczy się normalne życie. Wojownicy wracają z polowania, a kobiety zajmują się zdobyczą. Chwilę potem wódz plemienia wygłasza swoją opowieść, której tematem jest stworzenie człowieka. Dowiadujemy się, że bóg Indian najpierw ulepił z gliny człowieka, który zbyt krótko był wypalany – a zatem był blady, słaby i strachliwy, a jednocześnie przebiegły. Podejmuje więc kolejną próbę – tym razem człowieka wyjął za późno – był on czarny. Za trzecim razem tworzy on człowieka czerwonego, który ma rządzić przyrodą i żyć z nią w zgodzie. Tutaj pojawia się wątek rasizmu – oczywiście dla Indian „najlepsi” są czerwonoskórzy.

 

W końcu do Chiavatty przybywa człowiek biały, przebiegły. Zamiast stanąć do walki z Indianami o miasto, podpala je pod osłoną nocy, mordując mężczyzn, kobiety i dzieci. Nieliczni, którzy ocalali, bo byli na polowaniu, zostają później powieszeni. Kolejna część wątku rasizmu i walki o władzę – człowiek biały, przebiegły uważał się za lepszego, a więc wymordował czerwonych. Zniewalanie jednego narodu przez drugi uważa za kompletnie normalne.

 

Ostatnią sceną jest cyrk, w którym występuje tytułowy Sachem – ostatni z Czarnych Węży. Chłopiec, którego przygarnęła trupa cyrkowa. Ów Sachem po akrobacjach wygłasza mowę, w której opowiada o dziejach Chiavatty, o zniszczeniu jej przez białych, a następnie zapowiada zemstę. Spektakl zostaje zakończony skokiem Sachema ze sceny i zgaśnięciem świateł.

 

Według mnie spektakl ten został świetnie przedstawiony dzięki bardzo dobrej grze aktorów, a także dzięki ich umiejętnościom wokalnym, które dodawały w niektórych scenach bardzo specyficznego nastroju. Należy tu również pochwalić sprawność fizyczną głównego aktora, który pod koniec spektaklu wykonywał taniec współczesny, który ze względu na swoją specyfikę wymaga takiej sprawności.

 

Na uwagę zasługuje również scenografia i oświetlenie, które w tym spektaklu stały na bardzo wysokim poziomie.

 

Oczywiście scenariusz, który w dość niecodzienny sposób przedstawił nowelę Sienkiewicza, z wieloma wtrąceniami jakich w owej noweli nie było, bardzo mi się podobał i uważam, że została tu wykonana świetna robota. Scena z rozdaniem Oskarów to wypisz wymaluj dzisiejsze społeczeństwo, obojętne na problemy innych.

 

Jedyną rzeczą, która mi się niezbyt w spektaklu podobała, była muzyka. Wplatanie dubstepu i jemu podobnych gatunków muzycznych w spektakl o Indianach jest co najmniej nie na miejscu. Pomijając już te wtrącenia, sama muzyka była dość dobra, oprawę muzyczną wspomagali jeszcze aktorzy swoimi umiejętnościami wokalnymi, co oczywiście można zaliczyć na plus. Niestety, użycie muzyki, która opiera się głównie na popisówie autora polegającej na tworzeniu nowych syntetycznych brzmień, niespecjalnie wywołuje jakiekolwiek emocje, skutecznie przyćmiewa tu niewątpliwy sukces autora oprawy muzycznej.

 

Niemniej jednak zachęcam wszystkich do obejrzenia tego spektaklu, a szczególnie ze środkowego miejsca w pierwszym rzędzie, w którym miałem przyjemność siedzieć. Wrażenia są świetne i myślę, że do wielu osób przesłanie przedstawienia trafi bez problemu i skłoni do refleksji.

 

 ———————–

 

II miejsce: Barbara Miziołek (Publiczne Gimnazjum Dwujęzyczne nr 12 w Wałbrzychu, kl. II)

 

Bizon wypchany złotem, czyli „Sachem” po wałbrzysku

 

Spektakl pod tytułem „Sachem. Wódz Czarnych Węży” w reżyserii Martyny Majewskiej nie jest dokładną adaptacją noweli Henryka Sienkiewicza o prawie identycznym tytule. Nie jest też w żadnym stopniu wersją ugrzecznioną, wręcz przeciwnie. Przedstawienie skupia się na kulturze i tradycji Indian, szanujących wartości takie jak tożsamość czy miłość, i konfrontuje zachowanie rdzennych Amerykanów ze zwyczajami przybyłych zza oceanu Niemców, którzy przywłaszczają sobie ich ziemię, bez żadnych skrupułów mordując miejscowych. Niemcy, choć uznawani za bardziej cywilizowanych, są po prostu prostackimi świniami ze skłonnością do picia i sprośnych zabaw w barze. Poza zderzeniem dwóch odmiennych kultur spektakl pokazuje też zamiłowanie, z jakim współczesna kultura wykorzystuje podstawowe, zdawałoby się, wartości do wzbudzania emocji, do tworzenia widowiska, do zabawiania publiczności.

 

Mimo tego, że do przedstawienia zostało dodanych kilka nieznajdujących się w oryginalnym tekście scen i kilka pozornie tylko niezwiązanych z tematem wstawek, całość jest spójna. Porządną reżyserską pracę widać też przy choreografii – w spektaklu są praktycznie same sceny grupowe, zawsze dosyć trudne do zagrania, a jednak aktorzy nie grają odizolowani psychicznie od reszty trupy, tylko świetnie z nią współgrają i mimo że każda postać robi praktycznie co innego, odbieramy je jako jedność, co jest ogromną zaletą „Sachema”.

 

Adaptacja noweli Sienkiewicza nie jest unowocześniona, jeśli chodzi o scenariusz, powiew świeżości do przedstawienia wnosi natomiast muzyka skomponowana przez Dawida Majewskiego, która stanowi ważną część tego bardzo muzycznego spektaklu. Muszę przyznać, jako wielbicielka wszelkiego rodzaju musicali, że bardzo miło mi się słuchało aktorów śpiewających raz po raz w rytm lekkiego, niemęczącego dubstepu, choć osobiście miałam wrażenie, że rytm ten w kilku piosenkach był bardzo podobny, jeśli nie identyczny. Choć nie przepadam za tym nurtem muzyki elektronicznej, poza pewną powtarzalnością nie mam się do czego przyczepić, aktorzy też dobrze poradzili sobie z partiami wokalnymi.

 

Na temat gry aktorskiej nie ma się co rozpisywać – jak już wcześniej wspomniałam, sceny są w „Sachemie” głównie grupowe. Nie ma w spektaklu zbędnego patosu, postacie nie wygłaszają górnolotnych monologów, aktorzy (Anna Jezierska, Sylwia Nowak, Bożena Oleszkiewicz, Urszula Raczkowska, Natalia Wieciech, Jakub Grzybek, Zbigniew Koźmiński, Seweryn Mrożkiewicz, Paweł Pawlik) grają naturalnie i adekwatnie do roli, przy czym doskonale współpracują z resztą zespołu, tworząc spójną całość. Jest to po prostu adaptacja zagrana profesjonalnie i naprawdę trudno znaleźć w grze aktorskiej jakikolwiek minus lub niedociągnięcie.

 

Pozostaje jeszcze kwestia scenografii i kostiumów autorstwa Anny Haudek. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o wystrój sceny, zawsze preferowałam raczej przepych niż jego brak. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten aspekt przedstawienia, ale, jak się okazało, realizatorzy postawili na wielofunkcyjność i minimalizm. I dobrze, gdyż moim zdaniem, jest to jeden z największych atutów spektaklu. Na uznanie zasługuje niebanalność i pomysłowość scenografii (szczególnie urzekły mnie plastikowe, pokryte złotą farbą wnętrzności upolowanego na początku przedstawienia bizona), podobnie zresztą w przypadku kostiumów – Indianie, zamiast paradować w sztampowych beżowych spodniach z frędzlami i nieśmiertelnych pióropuszach (choć ten akurat pojawia się w finałowej scenie), mają na sobie proste, czarne spódniczki i cieliste topy. Gdy następuje zmiana rzeczywistości z rdzennoamerykańskiej na niemiecką, aktorzy przebierają się na scenie, to jest  kobiety zakładają kolorowe fartuszki i białe naramienniki, a męska część trupy wkłada białe koszule i bawarskie kapelusiki. Było to rozwiązanie nowatorskie, bo nieoczywiste, ale sprawdziło się świetnie i sprawiło, że polubiłam tego typu minimalizm na scenie.

 

Podsumowując, z ręką na sercu muszę przyznać, że spektakl bardzo mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się aż tak dobrej adaptacji. Myślę, że każdy z przyjemnością obejrzałby to przedstawienie. Zdecydowanie polecam!

 

————————————-

 

 

III miejsce: Julia Świerczyńska (Publiczne Gimnazjum Dwujęzyczne nr 12 w Wałbrzychu, kl. III)

 

Indianie na dyskotece

Nigdy nie przypuszczałam, że udam się do teatru, by obejrzeć spektakl na podstawie szkolnej lektury. Już samo określenie „lektura szkolna” potrafi sprawić, że słońce zajdzie, ptaki przestaną śpiewać, a chęć czytania zniknie bezpowrotnie. Mimo to nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, obejrzałam spektakl „Sachem. Wódz Czarnych Węży” i wcale tego nie żałuję. Jest to historia ostatniego członka plamienia Czarnych Węży – Sachema, który zostaje akrobatą w cyrku i po latach od brutalnej rzezi powraca do miejsca, w którym się urodził.

 

Chciałabym pogratulować reżyserce, Martynie Majewskiej za przywrócenie w wielu uczniach chęci sięgania po szkolne lektury. W całym spektaklu najbardziej ujmuje humor rodem z filmów Quentina Tarantino. O ile mi wiadomo, ponieważ nie czytałam tej nieszczęsnej noweli, początkowa część przestawienia, czyli opowieść o powstaniu człowieka doskonałego, została wymyślona przez panią reżyser. Ten wątek wprowadzał plemienny nastrój, miało się poczucie przynależności do społeczności Indian, nie mówiąc już o fantastycznej grze aktorskiej. Była to trudna technicznie scena, wymagająca sporej koordynacji ruchowej i współpracy aktorów, którzy stanęli na wysokości zadania. Równie interesujący okazał się wstęp, kiedy to hollywoodzka para pojawiła się na scenie, by przyznać nagrodę. Dało się w tym fragmencie wyczuć pewną niechęć czy nawet krytykę tego elementu amerykańskiej kultury, chociażby przez to jak dziecinnie zachowywali się prezenterzy po odczytaniu werdyktu. Mimo że akcja rozgrywała się w różnych przestrzeniach, miejscach i czasie, była spójna i klarowna, adaptacja natomiast nowatorska.

 

Scenografię spektaklu określiłabym jako minimalistyczną i funkcjonalną. Czy można za pomocą okrągłego podestu przedstawić cyrk, pijacki bar lub miejsce indiańskiego kultu? Można. Wystarczy zwrócić się do Anny Haudek. Cała koncepcja opierała się na wizerunku koła – podestu, służącemu też jako źródło muzyki, okrągły ekran zmieniający się w księżyc a potem żyrandol miały, w zależności od sceny, inne przeznaczenie. Najciekawiej jednak prezentowała się scena rzezi plemienia. Reflektory zgasły, jedynym źródłem światła był ekran z tańczącymi na nim płomieniami. Wprowadziło to iście piekielną atmosferę. Plusem scenografii był brak przepychu, jej skromność oraz pomysłowość w używaniu każdego elementu w inny sposób.

 

Na scenie w roli zapitych Niemców oraz dzikich Indian pojawili się: Sylwia Nowak, Anna Jezierska i Bożena Oleszkiewicz, a także Urszula Raczkowska, Jakub Grzybek, Natalia Wieciech, Zbigniew Koźmiński, Seweryn Mrożkiewicz oraz Paweł Pawlik. Nie miałam dość odwagi, by zapytać aktorów po spektaklu o to, czy nauczenie się tradycyjnego tańca było trudnym zadaniem. Jeśli tak, nie można było się tego domyślić po występie. Wszyscy aktorzy podeszli do zadania bardzo profesjonalnie. Przenieśli widownię w czasy zagłady Indian, przyprawili ją o gęsią skórkę i atak serca, nagle krzycząc niczym wojownik ruszający na polowanie. Na szczególną uwagę zasługuje postać cyrkowca (również jego fantastyczne naramienniki z piór) zagrana przez Pawła Pawlika, która ze względu na swoją komiczność skradła całą moją sympatię.

 

Jedyną rzeczą wymagającą krytyki była aranżacja muzyczna stworzona przez Dawida Majewskiego. Użycie współczesnych utworów było ryzykownym posunięciem, być może miało służyć uwspółcześnieniu tematu, ale w tym wypadku okazało się to zbędne. Początkowo byłam pewna, że zagranie dubstepu było ironiczne, tak jak wątek gali rozdania nagród. Dopiero po spektaklu aktorzy zapewnili widownię, że nie ma w tym żadnego żartu. Przedstawienie samo w sobie sprawiało wrażenie modernistycznego, dlatego muzyka dawała uczucie przesycenia, brakowało tradycyjnego akcentu. Krytyka ta nie obejmuje w żadnym stopniu części wokalnej gry aktorów. Nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, myślę jednak, że wszystko poszło zgodnie z planem, skoro występ pani Oleszkiewicz przyprawiał o gęsią skórkę.

 

Przedstawienia było utrzymane na bardzo wysokim poziomie, całość niebanalna, nowatorska i ciekawa. Jeśli kiedyś spektakl ponownie pojawi się na deskach Teatru Lalki i Aktora, z wielką chęcią zjawię się na widowni.

 

————————————-

 

Wyróżnienie: Wiktoria Janicka (Szkoła Podstawowa Zespołu Szkół Fundacji „SGM-K” w Wałbrzychu, kl. VI)

 

Widziałam występ Sachema….

 

Powoli gasną światła, cichną rozmowy wśród widzów. Za sprawą dwójki prezenterów przenoszę się w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu na galę wręczania nagród za najlepsze filmy…

 

Ten pomysłowy początek podniecił we mnie ciekawość następnych scen. Wejście Indianki na salę po odbiór nagrody było równie zaskakujące, jak sam początek spektaklu, lecz to była tylko zapowiedź kolejnych wydarzeń. Najbardziej podobało mi się oryginalne wyjście zza kulis członków legendarnego plemienia Czarnych Węży. Gra aktorów była niezwykła. Poczułam się, jakby przede mną odbywało się najprawdziwsze polowanie na bizona. Zrozumiałam wagę tego wydarzenia w życiu Indian i ich związek z naturą. Stali mi się bliscy w okazywaniu jej szacunku, w dialogu z nią. Dzięki tym scenom mogłam posłuchać rytmu serca Ziemi Matki.

 

Oryginalnie przedstawiono również historię stworzenia białego, czarnego i czerwonego człowieka. Maski były interesującą alternatywą do wcześniejszych scen. Ich użycie podkreślało dostojność i powagę tego wydarzenia. I kiedy czułam się tak zjednoczona ze światem, nagle stałam się świadkiem dramatu Indian z plemienia Czarnych Węży. Przejmująca muzyka trafnie podkreśliła obraz tragedii. Niemieccy osadnicy dali sobie prawo do tego, by poczuć się lepszymi od rdzennych mieszkańców Ameryki. Szczególnie poruszająca była scena zaginięcia syna wodza. Co ma zrobić widz z takim ogromem nieszczęścia, którego jest świadkiem?

 

Pomysłowe rozwiązanie znalazła reżyserka spektaklu, Pani Martyna Majewska. Przeniosła nas do niemieckiej osady. Na oczach widzów aktorzy, za sprawą niewielkich zmian w charakteryzacji, stali się mieszkańcami Chiavatty. Poznałam ich myśli, stosunek do Indian. Uważam, że dzięki temu widz mógł popatrzeć na problem z perspektywy zarówno ofiar, jak i oprawców.

 

Zaskakujące były sceny końcowe. Twórcy spektaklu zaprosili nas do cyrku. Jego dyrektor budził respekt wśród swych podwładnych, ale i wszystkich osób siedzących na widowni. I kiedy doczekałam się najlepszego cyrkowego numeru, przeżyłam przerażenie. Na scenie pojawił się Sachem, ostatni z Czarnych Węży. Dał popis swojej siły i sprawności, by nieoczekiwanie zostawić mnie w całkowitym osłupieniu – skoczył w moją stronę, zgasły światła…

 

Co było dalej?

 

Warto się o tym przekonać, oglądając spektakl w wałbrzyskim Teatrze Lalki i Aktora.

 

—————————

 

Wyróżnienia: Anna Zborowska (Gimnazjum Menadżerskie Zespołu Szkół Fundacji „SGM-K” w Wałbrzychu, kl. III)

 

Dnia 18 marca 2015 roku miałam okazję obejrzeć spektakl wałbrzyskiego Teatru Lalki i Aktora pod tytułem „Sachem. Wódz Czarnych Węży”. Sztuka została zaadaptowana i wyreżyserowana przez Panią Martynę Majewską i bierze udział w II etapie konkursu „Klasyka Żywa”.

 

Przedstawienie, oparte na noweli Henryka Sienkiewicza „Sachem”, opowiada o losie ostatniego wodza indiańskiego plemienia Czarnych Węży. Podczas spektaklu reżyserka zaprasza nas do magicznego świata Indian, w który brutalnie wkraczają Europejczycy, by raz na zawsze rozprawić się z „dzikusami”. Na miejscu osady zwącej się Chaviatta powstaje niemieckie miasto Antylopa. Niewielu mieszkańców ma świadomość, że mieszka na terenie niegdyś zamieszkałym przez indiańskie plemię. Według legendy z całego szczepu przeżył tylko jeden mały chłopiec – syn wodza. Kiedy chłopak dorósł, występował w cyrku jako największa atrakcja. Dowiadujemy się, że cyrk ten przyjeżdża w dawne rodzinne strony Sachema, właśnie do Antylopy.

 

Spektakl przekazuje nam wiele treści, posługując się bardzo łatwą w odbiorze formą, lecz najmniejszy szczegół przedstawienia ma ogromne znaczenie. Rekwizyty i scenografia, autorstwa Anny Haudek, dobrane są niezwykle starannie. Uważny widz dostrzeże w nich wiele metaforycznych znaczeń. Sztukę urozmaicają marionetki, maski oraz animacje z projektora.

 

W tym spektaklu ciągle się coś dzieje – żarty, cyrkowe występy, indiańskie mity i baśnie przyciągają uwagę. Dobrego tempa dodaje też muzyka (autorstwa Dawida Majewskiego), która szczególnie podobała mi się w tej sztuce. Piosenki ukazują wiele uczuć bohaterów. Melodie są połączeniem nowoczesnych brzmień muzyki house i pieśni ludowych, a czasem występu solowego. Jestem pod ogromnym wrażeniem oprawy muzycznej tego spektaklu. Innowacyjne, nowoczesne akcenty na pewno spodobają się współczesnej młodzieży.

 

„Sachem. Wódz Czarnych Węży” uczy nas przede wszystkim spojrzenia na amerykańską historię z innej perspektywy i skłania do refleksji nad kulturami, które giną na naszych oczach. Bardzo zaskoczyło mnie to, w jaki sposób zostali pokazani Europejczycy. Może my też jesteśmy takimi Niemcami w Antylopie i zagrażamy jakiejś maleńkiej części naszego świata, która jest zupełnie inna niż my? Nienawiść do Indian, która wręcz biła z postaci kolonizatorów, mocno wpłynęła na moje odczucia w stosunku do postaci Sachema. Kontrast pomiędzy „białymi” a „czerwonymi” ukazano też w kontekście nastawienia różnych cywilizacji do otaczającej natury. Indianie i ich przynależność do świata otaczającej przyrody zachwycają. Zaś Niemcy nie szanują niczego na amerykańskiej ziemi.

 

Dzięki temu, że sztuka bierze udział w konkursie „Klasyka Żywa”, mamy niepowtarzalną szansę rozmowy z aktorami po spektaklu. Była to dla mnie bardzo miła niespodzianka. Mogłam dowiedzieć się wiele na temat pracy w teatrze, jak i o samej sztuce.

 

Jestem oczarowana Sachemem, fantastycznym światem Indian i zimnych, twardych Niemców. Gorąco polecam wszystkim tę sztukę, jestem bardzo zadowolona, że uczniowie mojej szkoły mieli okazję obejrzeć ten spektakl.




Możliwość komentowania jest wyłączona.